Pseudointelekt powstał z potrzeby pisania o świecie bez oficjalnego tonu, w którym każde zdanie brzmi jak fragment panelu eksperckiego. Interesują mnie geopolityka, technologia, propaganda, instytucje i wszystkie te momenty, gdy wielkie deklaracje rozmijają się z rzeczywistością.
Nie próbuję udawać bezstronnego think tanku. Wolę uczciwie pokazać punkt widzenia: sceptyczny, ironiczny i wyczulony na język, którym polityka tłumaczy własne interesy. Czasem bliżej temu do komentarza, czasem do satyry, ale zawsze chodzi o to samo: odczarować narrację, zanim zacznie udawać fakt.
Piszę dla osób, które chcą złapać kontekst, ale nie potrzebują kolejnej ściany poważnych min. Jeśli jakiś komunikat brzmi zbyt gładko, zwykle warto sprawdzić, kto go wygładził i po co.
Nazwa jest autoironiczna. "Pseudointelekt" nie udaje wyroczni. To raczej notatnik kogoś, kto czyta, obserwuje i próbuje nazwać absurd, zanim zostanie opakowany w strategię komunikacji.
Nie obiecuję ostatniego słowa w żadnej sprawie. Obiecuję za to teksty pisane własnym językiem, bez korporacyjnej waty i bez nabożnego tonu wobec każdej mapy, raportu czy konferencji.